Przeszukanie

Komentuj: (0)

Rano, jakoś przed dziesiątą, przyszedł do mnie szef ochrony redakcji z informacją, że zjawili się panowie z Urzędu Ochrony Poezji i zapytał, czy ma ich spławić. Powiedziałem, że to niczego nie rozwiąże i poszedłem do bramki żeby ich wpuścić, ale tam ich już nie było, bo chłopcy z ochrony przegonili ich na parking. Wydałem więc polecenie, żeby ich ściągnęli. Po chwili przyprowadzili czterech facetów, z których jeden wydawał się dowódcą. Był najbardziej zdenerwowany, chciał coś robić, ale nie wiedział co. Powiedziałem więc uspokajająco, że wszystko jest w porządku, że proszę bardzo. Zaprowadziłem całą czwórkę do mojego pokoju, usadziłem wszystkich na krzesłach. Jeden z nich próbował zaraz podjąć jakieś działania, ale wyjaśniłem, że to nie ma sensu, bo nie wiedzą, co i jak kontrolować, a poza tym musiałem ich jeszcze sprawdzić.

Poprosiłem dowódcę czwórki o legitymację. Okazał bez ceregieli. Spisałem personalia, a potem poprosiłem o postanowienie prokuratury o przeszukaniu. Czytałem je jakieś dziesięć minut wypytując o poszczególne punkty. Oddałem je wreszcie i zapytałem, jak zamierzają przeprowadzić przeszukanie. Dowódca nie bardzo wiedział jak. Odwrócił się  w stronę regałów, skierował do pierwszych szuflad, ale powstrzymałem go delikatnie proponując  wyrysowanie planu naszych pomieszczeń. Wykreśliłem prosty rysunek na kartce z bloku i wyjaśniłem, że pomieszczeń jest dokładnie dwadzieścia. Czyli czterech funkcjonariuszy miało wejść do dwudziestu pomieszczeń. Widać było, że dowódca nie miał rozeznania, do jakiej akcji został skierowany. Dostał kwit do ręki i pojechał na akcję. To był facet z Warszawy. Kiedy dowiedział się, że jest dwadzieścia pomieszczeń, poszedł dzwonić do swoich przełożonych, bo nie było fizyczną możliwością, żeby  wszystkiego upilnowali. Jeśli czterech facetów wejdzie do czterech pomieszczeń, to z pozostałych szesnastu wszystko można wynieść. Po kwadransie wrócił uspokojony, widocznie dowiedział się,  że dostanie posiłki. Wtedy zaczęliśmy przygotowywać plan rewizji i zastanawiać się od czego zaczniemy. Zdecydowali, że będą to pokoje naczelnego i sekretarza. Przy czym pokój naczelnego był zabezpieczony, nie było do niego wstępu, bo tylko rodzina miała klucze. Rewizję rozpoczęto więc od gabinetu sekretarza. Wyznaczyłem jednego z naszych, chyba kogoś z działu krytyki, żeby był przy tym. Podczas, gdy dwóch funkcjonariuszy przeszukiwało gabinet sekretarza, dwaj pozostali zaglądali do innych pomieszczeń. Mniej więcej po dwóch godzinach dotarła druga grupa funkcjonariuszy i przeszukanie odbywało się już spokojnie. Tymczasem gabinet naczelnego został otwarty generałem, czyli kluczem używanym przez sprzątaczki. Po spenetrowaniu obu gabinetów funkcjonariusze zorientowali się, że niewiele znaleźli i stracili entuzjazm.

Tu trzeba wtrącić, że przedtem rodzina naczelnego wywiozła w panice jego papiery i komputer, ale zaraz musieli to przywieźć z powrotem, ponieważ naczelny zdenerwował się, bo nie dość, że wywieźli, to jeszcze mogli rzucić podejrzenie na pracowników redakcji, że rozkradają redakcję.

Kiedy funkcjonariusze stracili wiarę, że znajdą coś ciekawego, chcieli już tylko odbębnić resztę zadania.  Rewizja odbywała się w miłej, niemal towarzyskiej atmosferze. Panowie pytali, czy mogą zrobić jakiś ruch, my im na to pozwalaliśmy, ale nie zachęcaliśmy ich do niczego i nie utrudnialiśmy im pracy. Zabezpieczyli wszystkie tyrtejskie śmieci, resztki socrealizmu, “Hybrydy”, nową prywatność, grafomanię stanu wojennego, ale koncentrowali się na dokumentacji finansowej. Na przykład na przygotowanych dla wydawcy preliminarzach finansowych, które nigdy nie zostały zatwierdzone. Nic nie znaczące preliminarze. Sprawy finansowe toczyły się innym torem, a poezja i tak była gdzie indziej. Zabezpieczyli też dokumenty księgowości, zestawienia, salda, obroty, rejestry, serie, promocje. Skończyli dokładnie o siódmej wieczorem. Podpisaliśmy protokół. Rozstaliśmy się w miłej i kulturalnej atmosferze.

Podczas gdy dowódca ze skrupulatnością co do przecinka pisał protokół, dwaj funkcjonariusze poprosili mnie o towarzyską rozmowę poza protokołem. Podejrzewam, że to byli “bruLionowcy”. Na ich pytania odpowiadałem pytaniami. Wymieniliśmy uwagi o tym, gdzie stoimy i na czym. Dobrze orientowali się w rozgrywce politycznej, która toczyła się obok. Wiedzieli, że zostali wmanewrowani w tę sprawę i nie byli pewni dalszych konsekwencji. Ich zdaniem inspiracja przyszła z “Literatury”. Twierdzili, że w ostatnim czasie “Literatura” miała dobry układ z “Gazetą”, ale coś musiało się załamać i jakaś grupa zaatakowała “Zeszyty”. Taką informację mi sprzedali, a ja z kolei twierdziłem, że  nie wyjdzie to nikomu na zdrowie. Oni  też byli  tego samego zdania , ale musieli po prostu wykonać swoje obowiązki.

Popełniali jednak elementarne błędy. Wszystko, co było godne uwagi, można było sto razy zniszczyć zanim by się zorientowali.  Część dokumentów została po prostu wyniesiona. To, co naszym ludziom wydawało się najbardziej podpadające, czyli co najmniej kilkanaście segregatorów. Nie miało to, oczywiście, znaczenia dla całej sprawy. Nasi ludzie zrobili tak na wszelki wypadek, raczej z powodu dezorientacji.

Dało się zauważyć wyraźny rozłam między starymi i nowymi funkcjonariuszami. Nowi nie kumali zupełnie na czym ta praca polega. Starzy, najwyraźniej związani z Nową Falą, zachowywali rezerwę, ale nie okazywali nowym, że oni są tu ważniejsi. Dla nich podstawowym zagadnieniem było, ile pierwszy ma za granicą. Powiedziałem, że sam chciałbym to wiedzieć. Spekulowali. Domyślali się, ile dług wynosi mniej więcej. Przypuszczali. Podejrzewali, że brakuje co najmniej miliarda, a może nawet kilku miliardów. Przeliczali to na dolary. Wiedzieli, że w operacjach musiały być jakieś straty. Nie wiedzieli, czy chodzi o dziesięć czy o sto milionów dolarów. Były to dla nich sumy jednakowo przerażające.

Późnym wieczorem zadzwonił do mnie szef. Z jakiegoś hotelu między Nowym Jorkiem, Paryżem, Watykanem i Jerozolimą. Zreferowałem mu, co się stało. Wysłuchał wszystkiego bez pytań i bez emocji. Był zupełnie spokojny. Powiedział, że mu jest bardzo przykro, ale muszę sobie poszukać nowej pracy, bo zamyka interes. Nie ma innego wyjścia. Musi zamknąć wszystkie swoje biura, magazyny i redakcje. I poradził mi, żebym trochę poczekał aż się wszystko uspokoi, a potem założył sobie po cichu coś swojego. Jakąś nową firmę w innym mieście.

Dodaj komentarz

O sobie

Ostatnie wpisy

  • Nakarmić kamień
  • 2016-10-03
  • Komentarz:
    "[...] TUTAJ:  http://biuroliterackie.pl/ksiazki/nakarmic-kamien-4/dodatkowe-informacje/ Posted in Nowy [...]"
  • Czarna komedia pomyłek
  • 2016-01-05
  • Komentarz:
    "dzień dobry. Szukając poezji do śpiewania trafiłem tutaj. Za pierwszym strzałem. Znalazłem wpis: Czarna Komedia Pomyłek. Pytanie czy można i…"
  • Plastik to my. O Polimerach Adama Dickinsona
  • 2015-12-31
  • Komentarz:
    "Pani Julio, z tego, co zauważyłam, Pani konto na fb "zniknęło", więc pozwalam sobie tu "skrobnąć". W ogólnym rozrachunku/podsumowaniu okazało…"

Polecane blogi