Rozmowy

O pisaniu

WYMIANY ZDAŃ DOTYCZĄCE WARSZTATU LITERACKIEGO

Joanna
 Lech
Z rozległym widokiem na przepaść
Tylko w wierszach mogę być naprawdę sobą. Jednocześnie, będąc sobą tak intensywnie, w tym "zwykłym życiu" potrafię być sobą odrobinę mniej...

 

Roman Honet: Na początek pomyślałem o prostym pytaniu. Jak wyglądały Twoje początki pisania? I co sprawiło, że wytrwałaś w pisaniu, pytam poważnie: świat oferuje tyle możliwości…

Joanna Lech: Jakoś nie widzę tych możliwości. Ale poważnie: zaczęło się od prozy. Przez jakiś czas pisałam też krótkie, zwarte i mroczne wiersze. I oczywiście zupełnie grafomańskie. Dopiero potem przyszły eksperymenty – z treścią i warsztatem, z czego wynikło już bardziej świadome pisanie. Jednak trochę to trwało, zanim doszłam do siebie.

Jak wyobrażasz sobie zakończenie? Znowu poważnie pytam: czy kiedykolwiek pomyślałaś, że mogłabyś przestać pisać? Pomyślałaś? Zobaczyłaś to?

Raczej się na to nie zanosi. Chyba się nawet pogarsza; w ostatnim trudnym czasie pisałam tak kompulsywnie, że powstał zbiór cykli, z odgórnym zamysłem złożenia na książkę. Podsumowując: nie da się nie napisać, choć może już niekoniecznie to publikować.

Zwróciłem uwagę na obsesyjnie powracające motywy w Twoich wierszach: chłód, wilgoć, światło, głód, blizny. Oczywiście wiersz powinien mówić sam, ale może namówię Cię na słowo komentarza: dlaczego? Skąd się biorą? Skąd przenikają do Twoich utworów?

Zdaje sobie sprawę. Chyba już jestem na to skazana – być takim obserwatorem, który wciąż na nowo przetrawia swoją przeszłość, jak to ktoś trafnie określił. Choć myślę, że te obrazy także wychodzą niejako poza moją świadomością. Nawet gdy siadam do pisania z uczciwym zamiarem panowania nad tekstem i trzymania dyscypliny, te “blizny” jakoś się zawsze przecisną i pozarażają. Myślę, że to się chyba zbiera we mnie i wykluwa, wychodzi z ciała. To musi się jakoś przeżuć i wypluć.

Czym jest dla Ciebie głód?

Pustką. Brakiem. Dojmującą potrzebą. Wszystkim naraz.

Jak sądzisz, na co postać pojawiająca się w Twoich wierszach mogłaby przystać z mniejszym oporem? Co by wybrała: normę czy szaleństwo? Nie chciałbym zanadto utrwalać, narzucać swojego punktu widzenia: może w grę wchodzi jeszcze odmienne rozwiązanie?

Myślę, że szaleństwo wydaje się niezłym planem na weekend. Jeśli chodzi o inne, to pewnie rezygnacja. A z milszych rzeczy – popadanie w skrajności albo zapadanie w nałogi.

Rzeczywistość w Twoich wierszach wydaje się nieprzystępna, obca, jakby odseparowana, obojętna. “Świat dopiero będzie” – zapisałaś w pewnym wierszu, co mogłoby oznaczać, że jeszcze nie nastał. Co więc jest teraz? Albo: co zostało?

W jednym z pierwszych wierszy napisałam, że w ostateczności widać tylko ten “cień odbity w oknie z rozległym widokiem na przepaść”. I owo okno może być odpowiedzią na to pytanie. Niestety, ale taki jest właśnie świat, w którym mieszkam. Zimny i obcy. Tylko, że ta przepaść nie zawsze znajduje się na zewnątrz.

“w następnym bloku / zawsze pali się światło – jest jak czuwanie przy zmarłym, / czyszczenie mu butów” – znowu pozwoliłem sobie przywołać cytat. Na dowód panującego w Twoich utworach poczucia smutku. Rezygnacji. Światło nie musi palić się wyłącznie na choince, rozumiem, dlatego chciałem zapytać: czy w życiu, codziennym, zwykłym życiu – również towarzyszą Ci – tak samo permanentnie jak Twojemu alter ego w wierszach – odczucia tego typu? Może udajesz? Konfabulujesz? Co ma wspólnego bohaterka Twoich wierszy z Joanną Lech? Mówię o bohaterce, bo tam jest dosyć jednoznaczna narracja, zatem: na ile ją stworzyłaś, a na ile pozostajesz nią sama?

Tak. Nie. Nie. Wszystko. Tylko w wierszach mogę być naprawdę sobą. Jednocześnie, będąc sobą tak intensywnie, w tym “zwykłym życiu” potrafię być sobą odrobinę mniej. I dzięki temu czasami udaje się ze mną wytrzymać.

Czy zdarzyło Ci się wyśmiewać swoje własne wiersze? Stanąć obok nich?

Wystarczy, że znajomi gustują w takich wyszukanych rozrywkach. Choć przyznaję, że czasem też się daję sprowokować do wygłaszania autoszyderczych pastiszów.

Widzę, że masz taką szykowną stronę internetową. Po co Ci ta strona? Trawestując Lechonia: czego to się spodziewasz i na cóż to liczysz?

Niczego się nie spodziewam i na nic nie liczę. Po prostu: stronę dostałam w prezencie, robioną gdzieś pokątnie, po nocach i po godzinach. Nie mam też na nią większego wpływu. A że rozumiem to jako dowód ciepłych uczuć do mojej osoby, uparcie przyjmuję do wiadomości tylko te trzy rzeczy; że jest – jak już wspomniałeś – szykowna, niezbędna i że posiada absolutnie zajebiaszczą grafikę.

Pora na moje dyżurne pytanie: debiuty ostatnich lat, intrygujące i błahe. Twoim zdaniem. Wyłącznie wymienisz, czy odważysz się na ocenę?

Pozwól, że wymienię tylko te intrygujące: Sławek Elsner, Łukasz Jarosz, Joanna Wajs, Szczepan Kopyt, Edward Pasewicz. Oraz wielu innych, których nie pamiętam.